You are currently browsing the tag archive for the ‘ateizm’ tag.

Po długiej przerwie czas na kolejny ułomny wpis. Dlaczego ułomny? Podejmuję bowiem temat trudny, którego nie sposób przy użyciu jakiejkolwiek niezawodnej metodologii rozwiązać. Stąd marnuję czas na pisaniu treści, które mogą co najwyżej przysłużyć się innym do stymulacji mózgu i refleksji, nie śmiem twierdzić, że to, co poniżej napiszę, ma prowadzić do deizmu lub teizmu. Jest to bowiem sprawa osobistego osądu i wiary, które to nie podlegają nauce w ścisłym tego słowa znaczeniu. Również nie mam na celu użyć tego jako „zapchajdziurę”, powód do wiary w istnienie Boga. Raczej potraktujmy to jako zagwozdkę dla ludzi, którzy starają się zredukować ludzkie poznanie do naukowych aksjomatów i metodologij. Ponadto powstał on w kilka minut, ergo pewno można było go jeszcze doszlifować.

Jeszcze dwie uwagi na początku:
1. Wpis popełniam pod wpływem – bądź co bądź bardzo ciekawego – wpisu z innego bloga (dokładniej pod wpływem jednego z komentarzy): „Talent do religii”
2. Żeby usystematyzować „schemat” zadawania pytań, zastosowałem osobliwą numerację, nie mam obecnie nastroju na zabawy z wcięciami ;).

Z tego co kojarzę (choć możliwe, że się mylę) w nauce dochodzi się do wniosku, że wszystko jest zdeterminowane, zresztą pomaga to w dochodzeniu do pewnych prawd (na razie pomińmy złamaną nierówność Bella, osobiście nie do końca ogarniam ten temat, natomiast zasada nieoznaczoności Heisenberga wg niektórych nie świadczy jednoznacznie o niepełnym determinizmie; załóżmy zatem choć na te kilka minut absolutny determinizm we Wszechświecie, albo szerzej: w całej rzeczywistości).

Wszechświat powstał (tylko) w wyniku Wielkiego Wybuchu, czy nie?
1. Jeżeli powstał w wyniku Wielkiego Wybuchu, to jakim prawem, za jaką przyczyną?
11. Czy prawa fizyczne istnieją obiektywnie?
111. Jeżeli nie, to co sprawia, że cokolwiek podlega prawom fizycznym?
112. Jeżeli tak, to w jaki sposób istnieją?
113. Jeżeli tak, to czy powstały razem ze Wszechświatem?
1131. Jeżeli tak, to jakim prawem powstał Wszechświat?
1132. Jeżeli nie, to skąd się wzięły przed Wszechświatem? (pomińmy tezę o braku czasu przed Wszechświatem, bo to ukraca dyskusję – jak panspermia w stosunku do problemu abiogenezy*; nawet jeżeli chwila Wielkiego Wybuchu była początkiem czasu, czasowym zerem absolutnym, to musiała ona nastąpić)
2. Jeżeli nie powstał w wyniku Wielkiego Wybuchu, a istniał wcześniej (np. jako bezwymiarowy punkt, osobliwość czy jakoś tak), to tym bardziej: jakim prawem, za jaką przyczyną?
21. Może jest wieczny (np. hipoteza Wszechświata oscylującego)? Niemożliwe, przeczy to przecież determinizmowi!

Osobisty wniosek: Na mocy determinizmu Wszechświat nie może być wieczny („od lewej”). Musi zatem mieć przyczynę istnienia, której nie można się upatrywać w samym Wszechświecie (w rzeczywistości poza nim, albo w sferze niematerialnej). Mogą to być prawa fizyczne, zakładając że istniały wcześniej, wtedy jednak problem jest z ich genezą – zatem dylemat początku wszystkiego nie jest nadal rozwiązany. Chyba, że ktoś teraz powie, że prawa fizyczne są niematerialne i nie podlegają naszemu rozumowi – przechodzimy jednak już do sfery wiary, nie nauki, tak myślę… Dochodzimy w paru przypadkach do rzekomej nieskończonej pętli przyczyn (którą też stosuje się jako niszczyciela jednego z ‘dowodów’ Św. Tomasza z Akwinu). Tutaj muszę jednocześnie wkroczyć w obronie „swoich”. Z punktu widzenia teisty, Bóg jest bytem odwiecznym i bezprzyczynowym, nie jest też uległy ludzkiej logice, metodologii czy wnioskom dotyczącym rzeczywistości. Stąd dla wierzącego nie ma problemu w zaakceptowaniu tezy, że Wszechświat ma przyczynę w Bogu (a jednocześnie np. Wielkim Wybuchu), a Bóg nie ma przyczyny. Ostatecznie: podejmowanie tego tematu w obrębie dyskusji ateistów z teistami jest interesujące, natomiast raczej bezowocne pod kątem zmiany stanowiska „mocnego” ateisty albo teisty; teista bowiem może odwołać się do odwiecznego Boga, który nie jest przedmiotem badań naukowych i basta, ateista zaś (ale w sumie także teista) może ukrócić rozmowę pokazując, że podejmowanie tego tematu w obrębie nauki jest lekko kuriozalne ze względu na jego charakter. Jestem skłonny, że temat powstania Wszechświata, “pierwszej przyczyny” i tak dalej, jest na razie nierozstrzygalny na gruncie nauki (chyba że odpowiedź „nie wiadomo” także można uznać za rozwiązanie problemu), a poza nią trudno do czegokolwiek dojść bez pojęcia jakiegoś bytu zupełnie wymykającego się ludzkiemu rozumowi i niemożliwemu do zweryfikowania przez naukę, np. Boga.

Również ciekawe spojrzenie na ten tok myślenia zaprezentował jeden z komentujących artykuł z „Boskiego ateisty”, Saunterer:

(…) nie widzę powodu dla założenia, że wszechświat jest w jakiś obligatoryjny sposób podległy ludzkiej logice i metodologii, vide niesławna fizyka kwantowa. Nasza logika i metodologia owszem, wysyła ludzi na Księżyc i z powrotem, ale powstała jako skutek uboczny pracy naszego mózgu którego zadaniem jest coś innego. Nie wydaje mi się, byśmy mieli podstawy sądzić, że wszechświat jest dla nas a priori poznawalny i ma obowiązek być zrozumiały.

Także cytuję wypowiedź jednego z teologów, dotyczącą mniej więcej tego samego, za zapytaj.wiara.pl:

(…) jeśli istnieje świat, trzeba przyjąć, ze jest, ze swoimi prawami wieczny, albo że początek dała mu jakaś istota wyższa – Bóg. Trzeciego wyjścia nie ma (chyba że uznać, ze świat nie istnieje, ale to już obalił Kartezjusz swoim „cogito ergo sum”). Naprawdę Pan wierzy, że materia jest wieczna? Przecież wiadomo, ze nie zawsze wyglądała tak, jak teraz. I jak to jest, ze ta głupia materia stosuje się do prawideł, które można opisać wytworem ludzkich myśli, matematyką? Czy naprawdę wierzy Pan w wieczne istnienie mądrej materii?

Nie idę z tym do Racjonalisty, jestem amatorem. Ale ciekaw jestem Waszych wszelkich opinii i refleksji.

Pozdrawiam serdecznie i życzę każdemu, kto to czyta, radości i pokoju, i miłego wieczoru :)!

P.S. Słyszałem, że emoty wstawia się po znakach interpunkcyjnych. Prawda to? Jeśli tak, przepraszam za błędy. ;)

P.P.S. Dlaczego człowiek w istnieniu doszukuje się sensu? Jaki to ma sens? A jeżeli jakiś sensowny ma, to w takim razie jaki sens ma istnienie Wszechświata? (krótko spałem)

* – problem abiogenezy dotyczy tego, jak z materii nieożywionej powstało życie – nawet część ateistów i agnostyków nie wierzy w abiogenezę, ale jako wyjaśnienie podaje na przykład teorię panspermii która zakłada, że na Ziemi życie przyszło w jakiś sposób z zewnątrz, np. jak bakterie na meteorycie; nie rozwiązuje to problemu powstania życia z materii nieożywionej, tylko „spycha” go dalej.

wW nauce dochodzi się do wniosku, że wszystko jest zdeterminowane, zresztą pomaga to we wnioskowaniu (na razie pomińmy złamaną nierówność Bella, na razie znajomy fizyk kwantowy nie dość jasno mi odpowiedział więc mogę też założyć pełen determinizm we Wszechświecie).

Drugi z zaplanowanych na dzisiaj tematów… Chciałbym zwrócić uwagę na ostatnią aktywność znanego biologa i antyteisty Richarda Dawkinsa, oraz odnieść się do paru stwierdzeń Wykopowicza o nicku Cat. Cat, nie jest to „odwet” za zakop wrzuconego – jak miło – na Wykop mojego wpisu, myślałem o tym już wcześniej. Do poruszenia obu kwestii skłoniło mnie znalezisko łączące oba wątki.

Richard Dawkins to postać kontrowersyjna, nie da się ukryć. Z jednej strony wykształcony biolog, ambitnie i wytrwale uczący społeczeństwo o teorii ewolucji i zwalczający kreacjonizm, z drugiej strony – co powinniśmy rozpatrywać poza jego naukową działalnością – zapalony antyteista (przez niektórych nazywany papieżem ateistów) i twórca teorii memetyki, która jak dotąd, choć w ciekawy sposób wyjaśnia krążenie informacji (tam: memów) między ludźmi, nie została potwierdzona, udowodniona (w pewnym sensie podobnie jest z Freudem, który wszystko do popędu seksualnego sprowadzał, ale jego teorie nie spełniały kryterium podważalności (notabene słyszałem relacje studentów psychologii, którzy ponoć na zajęciach wyśmiewają Freuda, nie ujmując mu jego wkładu w rozwój nauki). Jako antyteista wsławił się choćby książką „Bóg urojony” i filmem „Źródło wszelkiego zła?” (trzeba mu oddać, że sam nie był zadowolony z tego, narzuconego przez producenta, tytułu).

Co zrobił tym razem? Otóż dość dawno, bo w lipcu 2007. roku (aż dziw bierze, że Wykop tego nie „zarejestrował”) zainicjował pewną ogólnoświatową akcję – The Out Campaign. Zechciał, by ateiści „ujawnili się”, by można było ich rozpoznać w tłumie, na ulicy, by społeczeństwo mogło zobaczyć, ilu ich jest, i że coś w tym jest. Takie na tle religijnym „niech nas zobaczą”. Nie zamierzam krytykować samej akcji, bowiem nie mnie krytykować to, że ktoś ma jakiś konkretny światopogląd, nie będę też nikomu odbierał prawa do przyznawania się do cech swojej osoby i do przekonywania o ich słuszności. Jedynie, jeżeli to ostatnie będzie moim zdaniem nie do końca poprawne, zamierzam – na ile starczy mi wiedzy i umiejętności – reagować, zgodnie z tym, że prawda jest dla mnie jedną z najwyższych wartości, mocno nie przepadam za manipulacjami i demagogią.

Dlatego też – z całym szacunkiem – postanawiam skomentować założenia zaprezentowane na stronie kampanii.

Ateiści zawsze przewodzili myśleniu racjonalnemu i stanowili latarnię wiodącą ku oświeceniu, teraz Ty możesz dzielić Twój idealizm poprzez uczestnictwo w ruchu OUT

Po pierwsze: nie zawsze – mamy tu ten sam problem co z ludźmi letniej wiary, np. lwiej części doświadczanego przez nas, rzekomo katolickiego społeczeństwa.

Po drugie: co ma ateizm do oświecenia, do wiedzy? Nauka i wiara? Przecież to da się pogodzić! Jutro będę próbował to wykazać paroma przykładami „z mojej” strony barykady.

W sumie ten cytat był jedynym, który mnie jakoś poruszył, ale jak całość, to całość.

Ujawnij się. Ateistów jest znacznie więcej niż myśli większość ludzi. COME OUT – wyjdź z ukrycia! Poczuj się wyzwolony, a Twój przykład zachęci innych do ujawnienia się. (Nie “ujawniaj” nikogo innego, poczekaj, aż ujawni się sam, kiedy będzie do tego gotowy).

Z liczbą ateistów zgoda. Z ujawnieniem się – pozytywna rzecz, może ta akcja skłoni ludzi do zastanawiania się nad swoim światopoglądem, nad stawianiem sobie egzystencjalnych pytań; w przeciwieństwie do akcji ludzi wierzących, które to zazwyczaj wydają się być ignorowane, niedoceniane lub mieszane z błotem (abstrahując od wszystkiego, bo ludzie porównują to po pieniądzach: WOŚP przez 17 finałów zebrał w sumie nieco ponad 350 megazłotych, Caritas w polskich diecezjach w samym zeszłym roku zebrała w sumie nieco ponad 270 megazłotych).

Wyciągnij rękę. Ruch OUT daje poszczególnym osobom poczucie, że nie są sami. To może być również miły sposób na rozpoczęcie rozmowy i może pomóc obalić negatywne stereotypy dotyczące ateistów. Oznajmij światu, że nie zamierzamy zniknąć, że nie pozwolimy innym, którzy nas potępiają, zepchnąć nas w cień, odstawić na boczny tor.

Pozytywne jest obalanie negatywnych stereotypów, sam chętnie się do tego mogę przyłożyć – tylko najpierw niech ktoś mi je wypisze. Poza tym o rzekomej niemoralności ateistów, bo to urąga godności każdego z nas ;). W zasadzie, z minimalną przeróbką, cały wstępny tekst kampanii również chrześcijanie/katolicy/teiści/ludzie rozsądni mogliby sobie przygarnąć.

Mów otwarcie. Im więcej osób dołączy do ruchu OUT, tym mniej osób będzie czuć się osaczone przez religię. Możemy ułatwić innym zrozumienie, że ateiści występują we wszystkich kształtach, rozmiarach, kolorach i osobowościach. Jesteśmy robotnikami i fachowcami. Jesteśmy matkami, ojcami, synami, córkami, siostrami, braćmi i dziadkami. Jesteśmy ludźmi (jesteśmy ssakami naczelnymi) I jesteśmy dobrymi przyjaciółmi i dobrymi obywatelami. Jesteśmy dobrymi ludźmi, którzy nie mają potrzeby, aby trzymać się kurczowo sił nadprzyrodzonych.

Myślę, że sama kampania – prawidłowo przeprowadzona, być może nawet we współpracy obu stron, jeśli Dawkins jest do tego skłonny – może już pomóc ludziom czuć się pewniej jeżeli chodzi o znajomość i podtrzymywanie wśród ludzi swojego światopoglądu. Co tam osaczenie przez religię, wiele rzeczy potrafi osaczyć w ten sposób. Poza tym ok, ino… nie każdy teista trzyma się kurczowo sił nadprzyrodzonych z potrzeby, np. ze strachu przed śmiercią. Ale… to jest kolejny wniosek, jaki moim zdaniem jest między wierszami przemycony w ostatnim zdaniu, a którego formalnie nie ma, więc nie powinienem się czepiać. Wszak na pewno wszyscy ateiści nie mają potrzeby trzymania się sił nadprzyrodzonych. Jeszcze zlikwidować horoskopy z gazet i jest pięknie :).

Nadszedł czas, aby usłyszano nasze głosy przeciw wtargnięciu religii do naszych szkół i polityki. Ateiści wraz z milionami innych są zmęczeni tyranią tych, którzy siłą chcą wtłoczyć ich własny religijny porządek do mózgów naszych dzieci i naszych rządów. Musimy KEEP OUT- odseparować siły nadprzyrodzone od naszych zasad moralnych i polityki publicznej.

No, nareszcie ten czas nadszedł. Ale ten zarzut jest jednocześnie poprawny i niepoprawny w pewnym sensie, moim zdaniem.

Religia w szkołach może istnieć jako oddzielny przedmiot – religioznawstwo. Poza tym, jeżeli na danym terenie większość uczniów deklaruje jedną wiarę, np. katolicyzm, to zorganizowanie ‚katechezy’ tuż po lub tuż przed normalnymi zajęciami w szkole jest wielkim udogodnieniem. Z drugiej strony jest mi obojętne, czy to by się odbywało w szkole, czy w ośrodkach edukacyjnych danej grupy wyznaniowej. Natomiast mieszanie światopoglądu i ideologii (także humanizmu!) do nauki, do przedmiotów, które powinny być od nich wolne, faktycznie jest czymś nagannym. Polityka? Ok, powoływanie się w politycznych i prawniczych dyskusjach na np. dogmaty lub heteronomiczny etos moralny właściwy danej religii, czy w ogóle światopoglądowi, nie jest dobrym posunięciem. I tego jesteśmy świadomi. Jednocześnie, dla przykładu, nie widziałbym nic zdrożnego w tym, by w rządzie istniały partie reprezentujące np. katolików, buddystów, muzułmanów. Ważne, by trzymali się przyjętych zasad, zaś nakłaniali do swoich przekonań jedynie, jeżeli mają pozareligijne uzasadnienie. Sloganu o tyranii nie skomentuję. Natomiast, jeżeli prawdę mówi Wikipedia twierdząc, że Dawkins zainspirował się akcjami homoseksualistów „przeciw nietolerancji”, przestrzegałbym przed przewrotnością – kto nie ateista, ten reprezentującym ciemnogród teistą.

Nadszedł czas aby przyśpieszyć i … Wyróżnić się. Mamy wiele ciekawych działań i planów związanych z ruchem OUT, więc obserwuj OutCampaign.org i jej dalszy rozwój.

Ok, wyróżniajcie się, noście koszulki ze „szkarłatnym A”… Przynajmniej będę wiedział, z kim można sobie pogadać w autobusie lub na ulicy ;).

Teraz przejdę do drugiego podtematu wpisu. Nie robię tego z jakąś wyszukaną przyjemnością, po prostu parę rzeczy mnie poruszyło i chciałbym się do nich odnieść, natomiast na Wykopie w końcu chciałbym przestać się udzielać.

Niestety ewolucja wyklucza boga, nie tylko dlatego, że jej szczególowe aspekty przeczą inteligencji projektu, ale także dlatego, że tłumaczy jak człowiek mógł powstać (i powstał) bez pomocy takiego bytu nadnaturalnego a więc idea boga sprawę tylko komplikuje. Zainteresuj się pojęciem „brzytwy Ockhama”, która o ironio obróciła się w tym wypadku przeciw samemu autorowi zasady :)

Nie zgadzam się. Jeżeli wyklucza, to jakie aspekty przeczą inteligencji projektu? Dlaczego wartościujemy stworzenie na ludzki sposób, wg naszych wartości? Bóg nie musi myśleć tak jak my. Druga sprawa: to że tłumaczy to jedno (Bóg nie jest od „łatania dziur” w nauce), to, czy ten byt był konieczny czy nie, to drugie. Zakładając – chociażby, na przykład – immanencję Boga i podtrzymywanie przy istnieniu wszystkiego, co przenika, jest bytem wcale koniecznym, wtedy brzytwa Ockhama nie znajduje zastosowania. Ale tego nie jesteśmy w stanie stwierdzić, znowu rozbija się całość  o światopogląd i o wiarę w prawdziwość lub fałszywość twierdzenia (jak dyskutujemy na gruncie naukowym, wszystko tu rozbija się o wiarę, nawet u ateisty).

Nie ma się jednak czym przejmować, bo takie próby deprecjonowania ateizmu są z góry skazane na porażkę, ponieważ taka demagogia do ateistów, z których większość to przecież racjonaliści, nie ma szans trafić – stąd są one raczej nastawione na siebie i mają na celu im samym poprawić samopoczucie.

Nie byłbym taki pewny we wnioskowaniu indukcyjnym ;). Znam wielu ateistów, teistów i agnostyków, którzy są mądrymi, inteligentnymi i żyjącymi „w zgodzie z sobą” ludźmi, ale znam też chyba więcej ateistów i teistów (większość z dyskusji internetowych, bowiem w prawdziwym życiu mało kto z moich znajomych wspomina o swoim światopoglądzie), którzy są „letni”, ledwo co wiedzą w co wierzą, mało potrafią uzasadnić, operują sloganami i – jak piszesz – stosują demagogię. Nasze osobiste obserwacje rozmijają się. Warto przy okazji sobie przypomnieć, że wnioskowanie indukcyjne jest zawodne (co tutaj widać). Proponuję zatem, abyśmy wszyscy powstrzymywali się, bez posiadania konkretnych, prawidłowo wykonanych i (ze strony respondentów) szczerych statystyk, od pisania, że większość ateistów to racjonaliści, większość wierzących to ciemnogród, większość teistów to dobrzy ludzie, większość ateistów jest niedojrzałych umysłowo, większość…

Przede wszystkim protestuję przeciwko naginaniu pojęć ze względów światopoglądowych. Nienarodzony, to może być co najwyżej płód czy wcześniej embrion i zygota. A różnica jest oczywiście zasadnicza – jest nią brak świadomości i możliwości odczuwania bólu, przynajmniej do chwili wykształcenia się ośrodkowego układu nerwowego, a więc brak krzywdy.

Rzecz o aborcji. Jeżeli pierwszy dzisiejszy wpis nie wystarcza, który notabene ‚zakopałeś’ (mam nadzieję, że przeczytałeś), dopowiem:

1. W czasie śpiączki i snu także świadomość kuleje. Ponadto zwierzęta także są pewnych rzeczy świadome, niektóre wg badań są także samoświadome.

2. Możliwość odczuwania bólu jako kryterium człowieczeństwa? Nawet w połączeniu z (1), są inne gatunki pasujące do tego schematu. Zdarzają się też ludzie, którzy bólu czasem lub trwale nie odczuwają.

Napisałem te dwie rzeczy, żeby uniknąć twierdzenia, że wg tego, co piszesz, przymiotnik „nienarodzony” nie może być dopisany do rzeczownika „człowiek”. Poza tym, czy krzywda jest jedynym kryterium oceny czynu? I dlaczego samo czucie i świadomość tego, że jest się zabijanym, ma być krzywdą, skoro akt zabójstwa jest krzywdą jeszcze większą sam w sobie, pomimo tego, że zarodek tego nie odczuwa?

Myślę, że możemy tą sprawę zostawić specjalistom, którzy potrafią określić od kiedy płód ma na tyle funkcjonujący układ nerwowy, że potencjalnie jest w stanie odczuwać cierpienie.

Dlaczego za granicę dopuszczalności aborcji ma odpowiadać początek odczuwania cierpienia, a nie sam fakt bycia (albo, jak wolisz, rozpoczęcia bycia) człowiekiem? Humanizm przecież, również towarzyszący epoce Oświecenia i wielu ateistom (w tym Dawkinsowi), zakłada wyjątkowość człowieka – czy w takim razie nie powinniśmy szanować go pomimo tego, że nie wie, co z nim robimy? Jednocześnie ciekawe i poniekąd chwalebne podejście, gdzie – pomijając własne sumienie – zważamy na to, by nie skrzywdzić w odczuwalny sposób innego istnienia. Osobiście skupiłbym się jednak także na krzywdzie ‚nieodczuwalnej’. Ale tutaj, w cytacie z Ciebie oraz w mojej odpowiedzi już dyskutujemy na gruncie światopoglądowym, najpewniej do porozumienia nie dojdziemy.

W międzyczasie jestem zmuszony zareagować na komentarz jeszcze jednego Wykopowicza, jednak nie przytoczę nicka, gdyż nie mam możliwości poinformowania go o tym wpisie (a za tym idzie parę innych konsekwencji):

„nie potrafię racjonalnie zrozumieć, czym różni się zabicie dziecka nienarodzonego od zabicia dziecka 6-miesięcznego.”
Mniej więcej tym, czym wyrzucenie projektu do kosza a zastopowaniem rozpoczętej budowy.

Fatalna analogia. Już blastula się rozwija, jest rozpoczętą budową. Ontogeneza…

To w zasadzie na dziś wszystko. Jednak nie zdążyłem przed północą.

Dobranoc :).

(a jako pozytywny aspekt na koniec wpisu – jedno ze zdjęć dnia w National Geographic, przedstawiające nietypowego ślimaka)

Witaj, po raz kolejny krótko zajmę się tą tematyką. Prawdopodobne, że po raz ostatni w tym miesiącu. Czas zabrać się za naukę i walkę z prokrastynacją;). Chciałbym też zaznaczyć, że nie mam na celu nikogo obrażać czy o coś oskarżać, a przekazać moje spojrzenie na pewną myśl (jak każde spojrzenie, początkowo niedoskonałe).

Piszę w odniesieniu do jednego ze znalezisk na Wykopie. Coby wygenerować wzajemny ruch, coby mieć powód do napisania na blogu, i coby powoli znowu przygotować się do przerwy w siedzeniu na tym fajnym serwisie.

Czy ateista wierzy? Pomijamy tutaj wiarę w ludzi, w to co mówią, w to, że sobie z czymś poradzą, a także wiarę w idee typu sprawiedliwość.

Możemy wyróżnić kilka spojrzeń na wiarę, pomogę sobie Wikipedią.

1. W mowie potocznej wiara to przekonanie o czymś; stanowisko, pogląd, w danym momencie (przy obecnym stanie wiedzy naukowej) nie znajdujące jednoznacznego potwierdzenia w rzeczywistości.

2. W religioznawstwie polega na przyjęciu (nie)istnienia czegoś bez dowodu który by potwierdził ten fakt.

3. W epistemologii wiara to uznawanie za prawdziwe (fałszywe) nieuzasadnionego twierdzenia.

Patrząc z każdej strony – pasuje! Zwłaszcza w trzecim przypadku, który wydaje mi się najodpowiedniejszy w odniesieniu do twierdzeń dotyczących bóstw i religii wypowiadanych przez ateistów i wyznawców jakichś religii. Jeżeli twierdzenia zawarte w danej doktrynie (dotyczące np. istnienia Boga lub duszy) traktujemy jako hipotezy podlegające naukowej metodologii (nieodpowiednie), pozostaje nam właśnie wiara w ujęciu epistemologicznym – nie jesteśmy bowiem w stanie jakkolwiek zweryfikować poprzez rozum czy empirię danych tez zgodnie z naukową metodologią (nauka i – ujmijmy to ogólnie – religie, mają różny zakres). Jeżeli spojrzymy na religioznawcze znaczenie terminu „wiara”, to sam fakt, że to słowo ma teraz takie podłoże, dyskwalifikuje je w stosunku do ateistów (ateizm nie jest religią). Jednocześnie samo znaczenie pozostaje takie samo. Mowy potocznej myślę że nie trzeba rozważać.

Oczywiście ateiści lubią się denerwować, gdy ktoś mówi, że wierzą. Część z nich utożsamia słowo „wiara” z religią. Cóż, ich błąd. Część określa ateizm mianem „niewiary”. Jest to jednak tylko negacja wiary w prawdziwość tez o istnieniu jakiegoś bóstwa, nie oznacza, że wiary nie ma w ogóle. Część mówi, że w takim razie wierzymy odnośnie istnienia Zeusa, czajniczka Russela, Niewidzialnego Różowego Jednorożca, Thora, Ahury Mazdy i tak dalej. I mają rację. Bądźmy konsekwentni w tej sytuacji – podciągamy tezę o istnieniu Boga pod miano teorii naukowej, to z innymi też tak można zrobić. I w tym momencie – z powodu niesprawdzalności tych wszystkich tez – pozostaje nam wiara. Jakkolwiek absurdalnie to nie wygląda.

Możemy też pominąć ten krok dyskutowania o wszystkich nadprzyrodzonych istotach, w których istnienie niektórzy ludzie wierzą. Dlaczego jednak wtedy robić wyjątek dla judeochrześcijańskiego Boga?

Pozostawmy to osobistemu wyborowi każdego: albo rozważamy istnienie jakiegokolwiek bóstwa, wtedy możemy jedynie polegać na wierze, albo omijamy temat, jeżeli razi nas absurdalność ewentualnego „wyskoczenia” z milionami tez o innych bóstwach przez rozmówcę.

Konkludując wszystko, powiem nie wprost: nie widzę żadnego powodu poza grzecznością by nie twierdzić, że ateista przy ostatecznym rozstrzyganiu dylematu „Bóg jest – Boga nie ma” opiera się na wierze.

Pozdrawiam i życzę spokojnej nocy lub miłego dnia (zależnie od pory);).

Imogen Heap – Hide and seek; spokojna piosenka

Zap Mama – Take me coco; ech… piosenka no…

Łowcy .B i Kabaret Młodych Panów – Kawał dobrego gospla; ciekawy kabaretowy kawałek;)

Holy Ghost vs Pendulum (Baptazia); jeden z wielu wideomontaży, trzeba przyznać, że połączenie tych tańców z muzyką drum’n’bass ciekawie wypada; zastanawia mnie natura i miejsce występowania tego zjawiska (odłam/denominacja)

P.S. Czego nie napisałem, a wypada bym oddał niektórym. Istnieje różnica między „brakiem wiary w Boga” a „twierdzeniem (wiarą w to), że Bóg nie istnieje”. Drobna semantyczna gra, bowiem agnostyk także nie wierzy w istnienie Boga, ale także nie idzie w wiarę przeciwną do tej potocznie rozumianej.

Możliwe, że kiedyś spotkałaś/spotkałeś się w życiu z dylematem dotyczącym istnienia lub nieistnienia Boga. Nie zajmujmy się dziś jednak tym dylematem. Możliwe też, że kiedyś spotkałaś/spotkałeś się z różnymi serwisami, które tym problemem się zajmują, w tym serwisem racjonalista.pl, który momentami sprawia wrażenie, jakby to był główny problem do rozważań. A przynajmniej najczęściej przy jego omawianiu zostaje przytaczany.

Wszystko ok, ale dopuszczono się moim zdaniem jednego posunięcia nie fair. Otóż Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów razem z portalem Racjonalista (oba zainicjowane przez pana Agnosiewicza) przyczyniło się do powstania Internetowej Listy Ateistów i Agnostyków. Ok, ale dlaczego tak? Może się mylę, ale połączenie trzech wyżej wymienionych sugeruje twierdzenie, że racjonalista wtedy i tylko wtedy, gdy ateista lub agnostyk. Chętnie bym się wpisał jako agnostyk, ale taka równoważność jest moim zdaniem nieuczciwa z dwóch powodów:

1. Każe mniemać, że wśród ludzi innych niż ateiści i agnostycy (teiści, deiści, apateiści, panteiści itp.) nie ma racjonalistów.

2. Nie zawsze ateista lub agnostyk charakteryzuje się racjonalizmem; za przykład można podać ten elitarny klan („Jeśli więc nasze umysły są śmiertelne to po prostu Bóg nie istnieje.” – majstersztyk).

Smutne jest to, że ‚racjonaliści’ wydają się dokonywać tak rażącego uproszczenia obserwowanej rzeczywistości. Wszak odrzucając wszelkie przesłanki i domysły – traktując istnienie Boga jako naukową hipotezę – jesteśmy w kropce z powodu niesprawdzalności tejże. Pozostają domysły i przesłanki (i ewentualne ustosunkowanie się do hipotezy w formie aktu wiary w znaczeniu epistemologicznym, jak to czynią wierzący i ateiści), a ‚racjonaliści’ albo nie powinni się nimi posługiwać, albo powinni zezwolić innym mieć odmienne zdanie na bazie domysłów i przesłanek. Wypada też zauważyć, że racjonalizm – patrząc na słownikową definicję – stoi w opozycji do empiryzmu, na którym – jeśli się nie mylę – opiera się wiele nauk lub ich pewne elementy (np. w fizyce, biologii, chemii). Wiem, że poznanie rozumowe całej rzeczywistości jest niemożliwe, toteż zwracam na to uwagę. Miejsce na racjonalizm jest tam, gdzie nauki formalne jak matematyka, i tam, gdzie zbyt mały postęp technologiczny ludzkości uniemożliwia dokonywanie obserwacji i eksperymentów. Obie metody poznania powinny się uzupełniać. Może w takim razie nazwa serwisu dotyczy nie stricte racjonalizmu, a rozsądnego podejścia do rzeczywistości, to jednak nic nie zmienia w wyżej podanych dwóch punktach. Do tego, jeżeli traktować serio to, co jest napisane na Wikipedii:

Racjonalista preferuje wyraźnie w swych publikacjach światopogląd wolnomyślicielsko-racjonalistyczny. Racjonalizm i wolnomyślicielstwo rozumiane są zgodnie ze znaczeniem tych pojęć w światowym ruchu racjonalistów i wolnomyślicieli, którego Racjonalista i Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów są częścią. Wolnomyślicielstwo łączy się z podejściem adogmatycznym, wolnościowym, często także krytycznym wobec kościołów i antyklerykalnym. Racjonalizm z kolei (pojęcie szersze niż racjonalność) zakłada supremację rozumu w rozstrzyganiu wszelkich problemów, naturalizm, umiarkowany sceptycyzm, propagowanie wyjaśnień naukowych, często łączy się z areligijnością lub wręcz z krytyką religii, doktryn paranaukowych i pseudonaukowych.

Coś tu jest nie tak. Krytycyzm (powiedziałbym – niechęć) wobec kościołów, religii a także antyklerykalizm są raczej postawami, którymi nauka nie powinna się brudzić (tak samo jak nie powinna się brudzić kościołami, religiami i klerykalizmem). Do tego sam racjonalizm i empiryzm jako postawy, co wyraziłem wcześniej, nie są determinowane przez wiarę lub niewiarę odnośnie istnienia pozamaterialnej sfery rzeczywistości, tak samo jak na przykład z konformizmem i antykonformizmem lub szeregiem innych. Poza tym przydałoby się przytoczenie rozumienia „racjonalizmu” i „wolnomyślicielstwa” przez światowy ruch racjonalistów i wolnomyślicieli.

A może założyć listę teistów, deistów (i ew. agnostyków, choćby teistycznych) i – jak trzeba – jeszcze innych? Pod patronatem stowarzyszenia empirystów? Albo nie, tak po prostu listę wierzących i agnostyków. Bez zakładania, że chodzi o głębokie przemyślenie problemu (choć takie podpisy są najcenniejsze), tak samo jak Racjonalista.pl zbiera po prostu deklaracje. Możemy argumentować istnienie tej listy podobnie jak autorzy tamtej, pozwolę sobie fragmenty sparafrazować:

Każdy z odwiedzających naszą stronę zadaje sobie zapewne pytanie o powód jej powstania i sens wzięcia aktywnego udziału w naszej akcji. Czy będzie to tylko pusty gest? Czcza manifestacja? A może kryje się za tym coś więcej?

Rosnąca siła ludzi niewierzących w naszym społeczeństwie powoduje, iż publicznie eksponowane są głównie takie postawy ludzi wierzących, którzy wierzą, ponieważ za mało wiedzą o świecie, są zaślepieni wiarą i stoją w opozycji do nauki, są nieracjonalni. Ale to obraz zupełnie nieprawdziwy. Dla wielu nie urąga nauce i rozumowi, wielu obraża prezentowanie ich przekonań jako „ciemnogrodu”.

Tworząc niniejszą Listę wierzących, na którą każdy chcący się otwarcie przyznać do swego religijnego światopoglądu może się wpisać, pragniemy pokazać „wiarę” jako coś zupełnie innego niż coraz częściej przekazywany jej obraz.

Marzy nam się bowiem kraj, gdzie respektowane będą wyznawane przez nas wartości, które – jak wierzymy – są heteronomiczne. Oczywiście kraj, w którym wyznawana religia jest prywatną sprawą.

Pytani, czy w ogóle ufamy nauce, odpowiadamy: Tak, wierzymy w człowieka i potęgę jego rozumu! Wierzymy, że prawdziwa nauka wolna od ideologii pozwala coraz lepiej poznawać rzeczywistość materialną. Uważamy, że teizm lub deizm, postawy dopuszczające to, co niesprawdzalne, będące owocami wiary i przemyśleń, czasem także doświadczenia, wcale nie czynią z człowieka kukiełki w boskim teatrze, a pozwalają dostrzec w każdym człowieku piękną i wyjątkową istotę, godną życia i szacunku.

Internetową Listą Wierzących chcemy również uczcić tych, którzy potrafili oddać swoje życie za ideały, które są nam wszystkim wspólne. Jest to hołd, wirtualny pomnik dla ludzi bestialsko zamordowanych tylko dlatego, że odważyli się powiedzieć: Bóg istnieje!. Ci męczennicy, zazwyczaj licznie mordowani na świecie (nawet dziś) chrześcijanie, buddyści, a także przedstawiciele innych wyznań – swoją ofiarą dali nam możliwość śmielszego głoszenia wiary w Boga. Internetowa Lista Wierzących jest zatem kontynuacją ich dzieła. Jest również spłatą długu, który wobec nich mamy. Uważamy, że naszym moralnym obowiązkiem wobec przyszłych pokoleń jest kontynuacja drogi miłości.

Internetowa Lista Wierzących ma być ostatecznie projektem, który zgromadzi wokół siebie ludzi z różnych środowisk, ale zjednoczonych wspólną ideą. Chcemy się policzyć, by się przekonać, jaką siłą dysponujemy. Mamy nadzieję, że ILW pomoże w tym dziele umożliwiając rozsądnym Wierzącym, rozproszonym po całym kraju, dołożenie swojej cegiełki do tej budowli. I do tego Was zachęcamy.

Jest też jedna rzecz w parafrazowanym wprowadzeniu, do której powinienem się odnieść:

Ten swoisty coming out ludzi niewierzących jest naturalnym dopełnieniem , której dokonało w sposób formalny lub nie, tak wielu Polaków. Uznaliśmy, że nie wystarczy odejść i milczeć. Uważamy, że trzeba mówić i działać, by w naszym kraju dostrzeżono tych, którzy nie życzą sobie patronatu Kościoła nad Państwem. Chcemy dać możliwość głosu: żołnierzom, urzędnikom, policjantom, strażakom i innym ludziom, którzy z racji wykonywanego zawodu zmuszani są pod presją przełożonych do brania udziału w mszach i uroczystościach religijnych. Pragniemy, by swoje zdanie mogli również wyrazić wszyscy przerażeni słowami konsultantów rządowych, że gdyby Bóg chciał cesarskiego cięcia, wyposażyłby kobietę w zamek błyskawiczny.

Z tego miejsca zaznaczam – nie neguję Waszych działań, ateiści! Ale, o ironio, więcej rozsądku i mniej emocji! Ja także nie życzę sobie tego, by Kościół Katolicki (choć z tekstu nie wynika o który Kościół chodzi) niósł ze sobą teokrację czy coś w ten deseń. Konkordat mógłby być zredefiniowany (brak przywilejów finansowych, uczniowie domyślnie niezapisani na religię; inne problemy to kwestia świadomości społeczeństwa i decyzji jednostek, potrzeba rozsądku i asertywności, a przy tym nie nienawiści). Niemniej wizja, gdzie żołnierze, urzędnicy, policjanci, strażacy i inni nie mają możliwości głosu, jest koszmarna, i współczuję tym, którzy takie wizje mają. Jednak przełożonym, którzy zmuszają pracowników do angażowania się w praktyki religijne – nie róbcie tego, to uwłacza wolności oraz ludzkiej godności.

Mam nadzieję że ‚racjonaliści’ mi wybaczą, pseudomanifest wierzących (acz jak ktoś chce, to niech to wcieli w życie) tylko parafraza tekstu skopiowanego z mojego dysku. Wiem, złośliwe, ale to tylko niedorobiony polot fantazji. Ozdobnik do wpisu którego głównym celem jest drobna polemika z twierdzeniem, że racjonalizm lub racjonalizm i empiryzm lub nauka stoi w sprzeczności z wiarą i możliwością istnienia Boga. I będę się tego kurczowo trzymał.

Dobranoc;).

Siobhan Donaghy – Ghosts; przyjemna, delikatna piosenka

Oren Lavie – Her morning elegance; również pozytywna

P.S. Zapisałbym się do Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów, ale jednym z celów stowarzyszenia jest „działanie na rzecz wyeliminowania wpływu irracjonalnych ideologii na (…) działalność artystyczną”. Co jak co, ale artysta sam może decydować, co go inspiruje. Na przykład religie, albo meth. No i w deklaracji ideowej nie zgadzam się z pochodzeniem dobra i zła (nie wiem jednak od kiedy poza aksjologią i etyką nauka się bawi w wartościowanie czegoś). Pozostanę racjonalistą niezrzeszonym.

P.P.S. Gwoli ścisłości: szanuję ateistów pomimo tego, że nie zgadzam się z ich poglądami. Uważam, że jesteśmy w stanie razem żyć w pokoju w jednym społeczeństwie, jeżeli razem uwolnimy się od uprzedzeń i stereotypów, a także zaprzestaniemy rozpowszechniać nieprawdziwe informacje na temat innych (wierzący o ateistach i ateizmie, ateiści o wierzących i religiach). Jeżeli uda się nam wszystkim zrozumieć i zaakceptować, że poza metodologią naukową poznanie świata nie jest rzeczą prostą i nikt nie uzyska przez pozanaukowe poznanie monopolu na prawdę o rzeczywistości z przyczyn formalnych (być może to teiści, być może to ateiści się mylą odnośnie istnienia Boga; choć oczywiście pomimo braku monopolu na prawdę w sferze pozanaukowego poznania może jej szukać i może „czuć”, że się nie myli, co daje wyraz w swojej postawie, np. teizmie lub ateizmie). Jeżeli pozwolimy nauce rozwijać się niezależnie od ludzkich domysłów i poglądów odnośnie sfery duchowej (tylko o tej wspominam, bowiem w nauce i tak wiele rzeczy przyjmuje się na wiarę), jeżeli prawo i normy społeczne będą także bazowały na wspólnym dla wszystkich fundamencie.

P.P.P.S. Znalazłem taki oto kwiatek na Wikipedii:

Racjonalizm światopoglądowy – współczesny ruch filozoficzno-światopoglądowy zapoczątkowany w XVIII w. w krajach anglosaskich (Wielka Brytania, USA), który zakłada możliwość dojścia do prawdy z użyciem samego rozumu i doświadczenia, bez odwoływania się do czynników irracjonalnych, takich jak wiara religijna czy emocje.

Jest mi trochę przykro, że prowadzi się taką zabawę słowami. Racjonalizm światopoglądowy łączy racjonalizm i empiryzm. Czyli bodaj jedyne metody poznania dostępne człowiekowi. A jak to jest z wartościowaniem – rozum nad doświadczeniem, jak w umiarkowanym racjonalizmie, czy obie metody na równi? Cóż… wypada mi zapamiętać, i za każdym razem dyskutanta pytać, co ma na myśli mówiąc, że jest racjonalistą. Czy ogranicza się do rozumu, czy stara się być rozsądny (przepraszam za nieskromność – jak niemało także wierzących). O kant dupy cały wpis jest, jak racjonalista.pl ma na myśli racjonalizm światopoglądowy, a nie filozoficzny. Jeszcze sam serwis przekazuje (co dopiero zauważyłem):

Światopogląd wolnomyślicielski określają cztery pojęcia: racjonalizm, sceptycyzm, humanizm i filozofia naukowa. 1) Racjonalizm: typ zdroworozsądkowego myślenia i sądzenia oparty na nieskrępowaniu sądów, czyli oparty na wolnomyślności; (…)

Tym bardziej widać, że nie chodzi tu o racjonalizm filozoficzny. Zwracam honor częściowo. Tylko teraz jak zdefiniować zdrowy rozsądek?

4) Filozofia naukowa: nasz światopogląd opiera się na filozofii naukowej, czyli takiej, która wzoruje się na nauce. Filozofia taka gruntuje się na oczywistych prawdach i precyzyjnej dedukcji lub na niewątpliwych faktach i precyzyjnej indukcji.

Indukcja jest z natury zawodną metodą wnioskowania. Czasem konieczną, lecz niczego to nie zmienia. Nie można mieć zupełnej pewności co do wiarygodności indukcji.

E, kurde, wpis się pokiełbasił. Moje czepialstwo do serwisu niepotrzebne, załóżmy że czepiam się tylko listy ateistów i agnostyków.