Drugi z zaplanowanych na dzisiaj tematów… Chciałbym zwrócić uwagę na ostatnią aktywność znanego biologa i antyteisty Richarda Dawkinsa, oraz odnieść się do paru stwierdzeń Wykopowicza o nicku Cat. Cat, nie jest to „odwet” za zakop wrzuconego – jak miło – na Wykop mojego wpisu, myślałem o tym już wcześniej. Do poruszenia obu kwestii skłoniło mnie znalezisko łączące oba wątki.

Richard Dawkins to postać kontrowersyjna, nie da się ukryć. Z jednej strony wykształcony biolog, ambitnie i wytrwale uczący społeczeństwo o teorii ewolucji i zwalczający kreacjonizm, z drugiej strony – co powinniśmy rozpatrywać poza jego naukową działalnością – zapalony antyteista (przez niektórych nazywany papieżem ateistów) i twórca teorii memetyki, która jak dotąd, choć w ciekawy sposób wyjaśnia krążenie informacji (tam: memów) między ludźmi, nie została potwierdzona, udowodniona (w pewnym sensie podobnie jest z Freudem, który wszystko do popędu seksualnego sprowadzał, ale jego teorie nie spełniały kryterium podważalności (notabene słyszałem relacje studentów psychologii, którzy ponoć na zajęciach wyśmiewają Freuda, nie ujmując mu jego wkładu w rozwój nauki). Jako antyteista wsławił się choćby książką „Bóg urojony” i filmem „Źródło wszelkiego zła?” (trzeba mu oddać, że sam nie był zadowolony z tego, narzuconego przez producenta, tytułu).

Co zrobił tym razem? Otóż dość dawno, bo w lipcu 2007. roku (aż dziw bierze, że Wykop tego nie „zarejestrował”) zainicjował pewną ogólnoświatową akcję – The Out Campaign. Zechciał, by ateiści „ujawnili się”, by można było ich rozpoznać w tłumie, na ulicy, by społeczeństwo mogło zobaczyć, ilu ich jest, i że coś w tym jest. Takie na tle religijnym „niech nas zobaczą”. Nie zamierzam krytykować samej akcji, bowiem nie mnie krytykować to, że ktoś ma jakiś konkretny światopogląd, nie będę też nikomu odbierał prawa do przyznawania się do cech swojej osoby i do przekonywania o ich słuszności. Jedynie, jeżeli to ostatnie będzie moim zdaniem nie do końca poprawne, zamierzam – na ile starczy mi wiedzy i umiejętności – reagować, zgodnie z tym, że prawda jest dla mnie jedną z najwyższych wartości, mocno nie przepadam za manipulacjami i demagogią.

Dlatego też – z całym szacunkiem – postanawiam skomentować założenia zaprezentowane na stronie kampanii.

Ateiści zawsze przewodzili myśleniu racjonalnemu i stanowili latarnię wiodącą ku oświeceniu, teraz Ty możesz dzielić Twój idealizm poprzez uczestnictwo w ruchu OUT

Po pierwsze: nie zawsze – mamy tu ten sam problem co z ludźmi letniej wiary, np. lwiej części doświadczanego przez nas, rzekomo katolickiego społeczeństwa.

Po drugie: co ma ateizm do oświecenia, do wiedzy? Nauka i wiara? Przecież to da się pogodzić! Jutro będę próbował to wykazać paroma przykładami „z mojej” strony barykady.

W sumie ten cytat był jedynym, który mnie jakoś poruszył, ale jak całość, to całość.

Ujawnij się. Ateistów jest znacznie więcej niż myśli większość ludzi. COME OUT – wyjdź z ukrycia! Poczuj się wyzwolony, a Twój przykład zachęci innych do ujawnienia się. (Nie “ujawniaj” nikogo innego, poczekaj, aż ujawni się sam, kiedy będzie do tego gotowy).

Z liczbą ateistów zgoda. Z ujawnieniem się – pozytywna rzecz, może ta akcja skłoni ludzi do zastanawiania się nad swoim światopoglądem, nad stawianiem sobie egzystencjalnych pytań; w przeciwieństwie do akcji ludzi wierzących, które to zazwyczaj wydają się być ignorowane, niedoceniane lub mieszane z błotem (abstrahując od wszystkiego, bo ludzie porównują to po pieniądzach: WOŚP przez 17 finałów zebrał w sumie nieco ponad 350 megazłotych, Caritas w polskich diecezjach w samym zeszłym roku zebrała w sumie nieco ponad 270 megazłotych).

Wyciągnij rękę. Ruch OUT daje poszczególnym osobom poczucie, że nie są sami. To może być również miły sposób na rozpoczęcie rozmowy i może pomóc obalić negatywne stereotypy dotyczące ateistów. Oznajmij światu, że nie zamierzamy zniknąć, że nie pozwolimy innym, którzy nas potępiają, zepchnąć nas w cień, odstawić na boczny tor.

Pozytywne jest obalanie negatywnych stereotypów, sam chętnie się do tego mogę przyłożyć – tylko najpierw niech ktoś mi je wypisze. Poza tym o rzekomej niemoralności ateistów, bo to urąga godności każdego z nas ;). W zasadzie, z minimalną przeróbką, cały wstępny tekst kampanii również chrześcijanie/katolicy/teiści/ludzie rozsądni mogliby sobie przygarnąć.

Mów otwarcie. Im więcej osób dołączy do ruchu OUT, tym mniej osób będzie czuć się osaczone przez religię. Możemy ułatwić innym zrozumienie, że ateiści występują we wszystkich kształtach, rozmiarach, kolorach i osobowościach. Jesteśmy robotnikami i fachowcami. Jesteśmy matkami, ojcami, synami, córkami, siostrami, braćmi i dziadkami. Jesteśmy ludźmi (jesteśmy ssakami naczelnymi) I jesteśmy dobrymi przyjaciółmi i dobrymi obywatelami. Jesteśmy dobrymi ludźmi, którzy nie mają potrzeby, aby trzymać się kurczowo sił nadprzyrodzonych.

Myślę, że sama kampania – prawidłowo przeprowadzona, być może nawet we współpracy obu stron, jeśli Dawkins jest do tego skłonny – może już pomóc ludziom czuć się pewniej jeżeli chodzi o znajomość i podtrzymywanie wśród ludzi swojego światopoglądu. Co tam osaczenie przez religię, wiele rzeczy potrafi osaczyć w ten sposób. Poza tym ok, ino… nie każdy teista trzyma się kurczowo sił nadprzyrodzonych z potrzeby, np. ze strachu przed śmiercią. Ale… to jest kolejny wniosek, jaki moim zdaniem jest między wierszami przemycony w ostatnim zdaniu, a którego formalnie nie ma, więc nie powinienem się czepiać. Wszak na pewno wszyscy ateiści nie mają potrzeby trzymania się sił nadprzyrodzonych. Jeszcze zlikwidować horoskopy z gazet i jest pięknie :).

Nadszedł czas, aby usłyszano nasze głosy przeciw wtargnięciu religii do naszych szkół i polityki. Ateiści wraz z milionami innych są zmęczeni tyranią tych, którzy siłą chcą wtłoczyć ich własny religijny porządek do mózgów naszych dzieci i naszych rządów. Musimy KEEP OUT- odseparować siły nadprzyrodzone od naszych zasad moralnych i polityki publicznej.

No, nareszcie ten czas nadszedł. Ale ten zarzut jest jednocześnie poprawny i niepoprawny w pewnym sensie, moim zdaniem.

Religia w szkołach może istnieć jako oddzielny przedmiot – religioznawstwo. Poza tym, jeżeli na danym terenie większość uczniów deklaruje jedną wiarę, np. katolicyzm, to zorganizowanie ‚katechezy’ tuż po lub tuż przed normalnymi zajęciami w szkole jest wielkim udogodnieniem. Z drugiej strony jest mi obojętne, czy to by się odbywało w szkole, czy w ośrodkach edukacyjnych danej grupy wyznaniowej. Natomiast mieszanie światopoglądu i ideologii (także humanizmu!) do nauki, do przedmiotów, które powinny być od nich wolne, faktycznie jest czymś nagannym. Polityka? Ok, powoływanie się w politycznych i prawniczych dyskusjach na np. dogmaty lub heteronomiczny etos moralny właściwy danej religii, czy w ogóle światopoglądowi, nie jest dobrym posunięciem. I tego jesteśmy świadomi. Jednocześnie, dla przykładu, nie widziałbym nic zdrożnego w tym, by w rządzie istniały partie reprezentujące np. katolików, buddystów, muzułmanów. Ważne, by trzymali się przyjętych zasad, zaś nakłaniali do swoich przekonań jedynie, jeżeli mają pozareligijne uzasadnienie. Sloganu o tyranii nie skomentuję. Natomiast, jeżeli prawdę mówi Wikipedia twierdząc, że Dawkins zainspirował się akcjami homoseksualistów „przeciw nietolerancji”, przestrzegałbym przed przewrotnością – kto nie ateista, ten reprezentującym ciemnogród teistą.

Nadszedł czas aby przyśpieszyć i … Wyróżnić się. Mamy wiele ciekawych działań i planów związanych z ruchem OUT, więc obserwuj OutCampaign.org i jej dalszy rozwój.

Ok, wyróżniajcie się, noście koszulki ze „szkarłatnym A”… Przynajmniej będę wiedział, z kim można sobie pogadać w autobusie lub na ulicy ;).

Teraz przejdę do drugiego podtematu wpisu. Nie robię tego z jakąś wyszukaną przyjemnością, po prostu parę rzeczy mnie poruszyło i chciałbym się do nich odnieść, natomiast na Wykopie w końcu chciałbym przestać się udzielać.

Niestety ewolucja wyklucza boga, nie tylko dlatego, że jej szczególowe aspekty przeczą inteligencji projektu, ale także dlatego, że tłumaczy jak człowiek mógł powstać (i powstał) bez pomocy takiego bytu nadnaturalnego a więc idea boga sprawę tylko komplikuje. Zainteresuj się pojęciem „brzytwy Ockhama”, która o ironio obróciła się w tym wypadku przeciw samemu autorowi zasady :)

Nie zgadzam się. Jeżeli wyklucza, to jakie aspekty przeczą inteligencji projektu? Dlaczego wartościujemy stworzenie na ludzki sposób, wg naszych wartości? Bóg nie musi myśleć tak jak my. Druga sprawa: to że tłumaczy to jedno (Bóg nie jest od „łatania dziur” w nauce), to, czy ten byt był konieczny czy nie, to drugie. Zakładając – chociażby, na przykład – immanencję Boga i podtrzymywanie przy istnieniu wszystkiego, co przenika, jest bytem wcale koniecznym, wtedy brzytwa Ockhama nie znajduje zastosowania. Ale tego nie jesteśmy w stanie stwierdzić, znowu rozbija się całość  o światopogląd i o wiarę w prawdziwość lub fałszywość twierdzenia (jak dyskutujemy na gruncie naukowym, wszystko tu rozbija się o wiarę, nawet u ateisty).

Nie ma się jednak czym przejmować, bo takie próby deprecjonowania ateizmu są z góry skazane na porażkę, ponieważ taka demagogia do ateistów, z których większość to przecież racjonaliści, nie ma szans trafić – stąd są one raczej nastawione na siebie i mają na celu im samym poprawić samopoczucie.

Nie byłbym taki pewny we wnioskowaniu indukcyjnym ;). Znam wielu ateistów, teistów i agnostyków, którzy są mądrymi, inteligentnymi i żyjącymi „w zgodzie z sobą” ludźmi, ale znam też chyba więcej ateistów i teistów (większość z dyskusji internetowych, bowiem w prawdziwym życiu mało kto z moich znajomych wspomina o swoim światopoglądzie), którzy są „letni”, ledwo co wiedzą w co wierzą, mało potrafią uzasadnić, operują sloganami i – jak piszesz – stosują demagogię. Nasze osobiste obserwacje rozmijają się. Warto przy okazji sobie przypomnieć, że wnioskowanie indukcyjne jest zawodne (co tutaj widać). Proponuję zatem, abyśmy wszyscy powstrzymywali się, bez posiadania konkretnych, prawidłowo wykonanych i (ze strony respondentów) szczerych statystyk, od pisania, że większość ateistów to racjonaliści, większość wierzących to ciemnogród, większość teistów to dobrzy ludzie, większość ateistów jest niedojrzałych umysłowo, większość…

Przede wszystkim protestuję przeciwko naginaniu pojęć ze względów światopoglądowych. Nienarodzony, to może być co najwyżej płód czy wcześniej embrion i zygota. A różnica jest oczywiście zasadnicza – jest nią brak świadomości i możliwości odczuwania bólu, przynajmniej do chwili wykształcenia się ośrodkowego układu nerwowego, a więc brak krzywdy.

Rzecz o aborcji. Jeżeli pierwszy dzisiejszy wpis nie wystarcza, który notabene ‚zakopałeś’ (mam nadzieję, że przeczytałeś), dopowiem:

1. W czasie śpiączki i snu także świadomość kuleje. Ponadto zwierzęta także są pewnych rzeczy świadome, niektóre wg badań są także samoświadome.

2. Możliwość odczuwania bólu jako kryterium człowieczeństwa? Nawet w połączeniu z (1), są inne gatunki pasujące do tego schematu. Zdarzają się też ludzie, którzy bólu czasem lub trwale nie odczuwają.

Napisałem te dwie rzeczy, żeby uniknąć twierdzenia, że wg tego, co piszesz, przymiotnik „nienarodzony” nie może być dopisany do rzeczownika „człowiek”. Poza tym, czy krzywda jest jedynym kryterium oceny czynu? I dlaczego samo czucie i świadomość tego, że jest się zabijanym, ma być krzywdą, skoro akt zabójstwa jest krzywdą jeszcze większą sam w sobie, pomimo tego, że zarodek tego nie odczuwa?

Myślę, że możemy tą sprawę zostawić specjalistom, którzy potrafią określić od kiedy płód ma na tyle funkcjonujący układ nerwowy, że potencjalnie jest w stanie odczuwać cierpienie.

Dlaczego za granicę dopuszczalności aborcji ma odpowiadać początek odczuwania cierpienia, a nie sam fakt bycia (albo, jak wolisz, rozpoczęcia bycia) człowiekiem? Humanizm przecież, również towarzyszący epoce Oświecenia i wielu ateistom (w tym Dawkinsowi), zakłada wyjątkowość człowieka – czy w takim razie nie powinniśmy szanować go pomimo tego, że nie wie, co z nim robimy? Jednocześnie ciekawe i poniekąd chwalebne podejście, gdzie – pomijając własne sumienie – zważamy na to, by nie skrzywdzić w odczuwalny sposób innego istnienia. Osobiście skupiłbym się jednak także na krzywdzie ‚nieodczuwalnej’. Ale tutaj, w cytacie z Ciebie oraz w mojej odpowiedzi już dyskutujemy na gruncie światopoglądowym, najpewniej do porozumienia nie dojdziemy.

W międzyczasie jestem zmuszony zareagować na komentarz jeszcze jednego Wykopowicza, jednak nie przytoczę nicka, gdyż nie mam możliwości poinformowania go o tym wpisie (a za tym idzie parę innych konsekwencji):

„nie potrafię racjonalnie zrozumieć, czym różni się zabicie dziecka nienarodzonego od zabicia dziecka 6-miesięcznego.”
Mniej więcej tym, czym wyrzucenie projektu do kosza a zastopowaniem rozpoczętej budowy.

Fatalna analogia. Już blastula się rozwija, jest rozpoczętą budową. Ontogeneza…

To w zasadzie na dziś wszystko. Jednak nie zdążyłem przed północą.

Dobranoc :).

(a jako pozytywny aspekt na koniec wpisu – jedno ze zdjęć dnia w National Geographic, przedstawiające nietypowego ślimaka)

Reklamy