Tym razem notka będzie naprawdę pasowała do kategorii „Misz-masz jak zwykle”, będzie dość osobista i wielowątkowa, tak żeby nie pisać kilku notek jedna po drugiej, i coby mniejszą liczbą wpisów ‚o sobie’ męczyć czytelników. Jedźmy po kolei.

Zastanawiam się nad sensem pisania bloga…

Raz, że postanowiłem na nim poruszać tematy, które wywołują gorące debaty od setek lat, tematy, których nie można wyczerpać nawet bardzo długim wpisem, tematy, na które nie mam pełnej wiedzy(jak na każdy)… Poza tym to trąca trochę konformizmem w znaczeniu socjologii. Piszę tylko dla siebie jednocześnie pozwalając innym poznać moje myśli ale… Pisząc tylko dla siebie po co cokolwiek pisać, nie lepiej tylko przyjąć „wiem swoje” i sobie żyć dalej? Wyczuwam w swoim zachowaniu cień braku rozsądku.

Chyba wiem kim chciałbym być.

Możliwe że dam radę to wszystko w życiu przeżyć, jeszcze ciekawiej byłoby to wszystko ‚mieć’ w życiu jednocześnie… Chciałbym dalej podążać za moimi dwoma autorytetami, chciałbym nie być przywiązanym do rzeczy materialnych, chciałbym mieć własny stół bilardowy, chciałbym mieć dość pieniędzy by zostać filantropem, chciałbym być samotnikiem, chciałbym mieć przyjaciółkę(przyjaciółki), chciałbym być absolwentem kierunku na jakim właśnie studiuję, chciałbym nauczyć się naprawdę tworzyć muzykę, chciałbym w ponadprzeciętny sposób rozwijać się duchowo i fizycznie… Nie pamiętam co jeszcze chciałem. Pomysł na tę refleksję zrodził się we mnie jak przechodziłem obok żebraka i nie miałem pieniędzy.

W zasadzie to plany się dopiero precyzują, nie wiem kim chciałbym być.

Czas na ciut wad.

W większości serwisów społecznościowych lub randkowych ludzie mają zazwyczaj pola do napisania(lub piszą) o swoich zaletach, co lubią, czego nie lubią, a nie zawsze o swoich wadach. Sam też – chcąc na jednym z nich być uczciwym – wypisać swoje wady, ale niewiele takich typowych u siebie zauważam. Tzn. widzę na przykład małą dbałość o różne sprawy, potrafię dużo rzeczy sobie wyrzucać ale to w zasadzie monotonne. Dlatego też spytałem kilkunastu znajomych, jakie widzą we mnie wady, te poważne, wynikające z cech charakteru, i te mniej poważne, jak zwyczajne nawyki dotyczące słów lub czynów. Większość odpowiedziała, a oto zamieszczam wyniki sondy, w ramach społecznego(choć, co zaznaczyłem w początkowej części tej notki, „do szuflady”) obnażenia się:

„może wadą jest to że za wszelką cenę doszukujesz się w ludziach poważnych problemów i wyrywasz się by im na siłę pomagać”
„za dużo mówisz że coś robisz/planujesz a za mało robisz i niezbyt się stosujesz do tych planów”
„jesteś za mało asertywny”
„za dużo siana wydajesz na jedzenie”
„za mała wiara w siebie”
„wydajesz się być za bardzo zamknięty w sobie i unikasz towarzystwa”
„dziwne odpały masz”
„skubiesz palce”
„jesteś nietuzinkowy, alternatywny, może trochę za mało standardowy”
„no-lifeowanie, czasami zachowujesz się tak jakoś nienormalnie”
„zbyt mocno analizujesz rzeczy, których rozmówcy nie są świadomi, więc się niepotrzebnie wkręcasz”
„oczekujesz, że po wypowiedzeniu wszystkiego co Ci lezy na sercu dana osoba znajdzie natychmiast złoty środek”
„za dużo mówisz za mało działasz”
„Jesteś uzależniony od internetu”
„Czasami masz za mocne schizy”

I osobiście nie czuję się uczciwy wobec własnych zasad(czuję dwoistość celowości, np. przy decyzji o pomaganiu komuś i nie wiem, czy chodzi mi bardziej wtedy o pomaganie, czy o profity) ale nie wiem co o tym myśleć. No i zdarzają mi się chwile kiedy klnę zdecydowanie za dużo.

No, to potencjalna zainteresowana znajomością kobieta już wie, jakie wady zauważają we mnie inni(część innych; niektórzy zaznaczali że różnie można to, co zauważyli, interpretować).

A jeszcze w ramach obnażania się… Pamiętam, że kiedyś chciałem mieć stronę, na której – dla samego siebie(dla porządku) i może dla zainteresowanych, trzymać odnośniki do wszystkich stron, gdzie można mnie znaleźć. I chciałem też być człowiekiem do dyskusji. To drugie postanowienie jednak póki co zaspokoić mogę dając ofertę na zlotarybka.pl. Natomiast co do dawnej zachcianki… Teraz to uczynię, chociaż trąca to brakiem anonimowości. Ale kto zechce, znajdzie w internecie wszystkie istotne dane bez trudu, o kimkolwiek. Przykładem tego może być mająca miejsce w zeszła sobotę niecodzienna akcja. Nieletni Kenny Glenn z Lawton w USA nagrał dwa filmiki, w których zamaskowany popisywał się przed kamerą maltretując swojego kota, Dusty’ego(zainteresowanym sprawą polecam pogooglować, jest tego sporo). Następnie(chyba) wrzucił filmik na znany niemal na całym świecie serwis 4chan.org(tzw. imageboard, serwis do jednoczesnego dyskutowania i wrzucania rozmaitych zdjęć, znany głównie dzięki kanałowi /b/, gdzie można zanurzyć się w odmętach ryjących mózg treści). Wzmocnił swój przekaz wrzucając filmik w sobotę, bowiem dzień ten na 4chanie jest dniem specjalnie przeznaczonym na treści związane z kotami(caturday). Stety wielu internautów oburzyło się. Niemal natychmiast zaroiło się na 4chanie od tematów nawołujących do pomszczenia skrzywdzonego kota oraz zawierających informację na temat kim jest zamaskowany chłopak, pod jakimi nickami skrywa się na rozmaitych serwisach internetowych, kim są i gdzie pracują jego rodzice, gdzie mieszka(nawet zdjęcia jego domu wrzucali, ktoś dysponował też konkretną charakterystyką jego wnętrza). To już był koniec. Stety po raz drugi(tym razem dla niego) policja dobrała się do chłopaka i filmującego kolegi szybciej niż wkurzeni internauci. O całym zajściu zaszumiało w mediach. W międzyczasie stróże prawa trafili na inny film, w którym Kenny zajął się innym kotem. Oba trafiły do weterynarza i będą przekazane do adopcji. Sprawa, możnaby rzec, skończyła się tak szybko, jak się zaczęła. Nie wiadomo jedynie, czy użytkownicy 4chana – których jest niemało, zwłaszcza w USA – nie postanowią jakoś na własny sposób odgryźć się na dzieciaku. Źródła informacji(poza tematami na 4chanie, gdyż są skasowane a nie mam zrzutów ekranu) zamieszczę na końcu wpisu.

Generalnie oglądając filmik z udziałem Dusty’ego przypomniała mi się jeszcze jedna wada, której pomimo pracy nad sobą nie udało mi się zlikwidować. Gdy widzę bezmyślną i bezcelową agresję skierowaną wobec bezbronnych istot(czy to człowiek czy kot czy jakiekolwiek inne żyjątko), strzela mnie przysłowiowy ch*j i czuję się tak, że gdybym był fizycznie obecny na miejscu zdarzenia, przemoc jaką ujrzałem przelałbym co do joty na jej źródło(zdjęcia nie działają na mnie tak mocno).

Dobra, wracam do tematu…

A więc pierdoły:

Mój profil na Last.fm

Mój profil na Wykopie

Mój profil na Youtube

Mój profil na mp3.wp.pl

Mój profil na Muzzo

Moja galeria na Picasaweb

Mój profil na Nasza-klasa

Mój profil na Wiadomości24 (przygodnie)

E, w sumie wystarczy. Fotka i grono mnie nie rajcują, reszta kont to mało znaczące pierdoły. Używam nicków BioZ(jest kilku innych Bioz’ów ale w moim przypadku chyba wyróżnikiem jest duże zet) i Buiosu, tyle.

No to się naprodukowałem, spoko. Jeszcze mógłbym dać adres bloga ale to lepiej nie, bloga dla siebie piszę.

Przejdźmy do kolejnych spraw… tym razem dylematy egzystencjalne.

Są dwie rzeczy, jakie poza kwestią sfery sacrum i wyjątkowością człowieka mnie wprawiają czasem w zakłopotanie.

Po pierwsze, kobiety. Z jednej strony chciałbym „z kimś być”, z drugiej strony takie chcenie jest dla mnie ciut naciągane. To nie, zmieniam zdanie. Chciałbym, jak pisałem wyyyyżej, mieć przyjaciółkę. Po prostu bliską osobę, z którą mogę porozmawiać o wszystkim, mogę wszędzie(niemal) wyjść, czasem okazywać sobie czułość(bez ekscesów). Po długim okresie romantycznego zakochiwania się w dziewczynach, pod koniec liceum udało mi się zapanować nad swoimi emocjami w tym zakresie. Tak jakby. Ostatnio zauroczyłem się w Alicii Augello-Cook(Alicii Keys). Ta. Podoba mi się. Nie znam jej ale jej śpiew w kilku utworach mnie urzeka. I urzekają mnie jej włosy, oczy, buzia, ciało, wszystko… No właśnie, doszliśmy do sedna. Nie znam jej a podoba mi się i mógłbym(gdyż na razie nie mam sprecyzowanego celu) zakończyć studia ze specjalnością „multimedia(…)”, zabrać się za produkcję syntezatorów, zyskać sławę, umówić się z przedstawicielami Sony BMG na spotkanie w celu omówienia współpracy, a przez to spotkać się z Alicią Keys… Tylko co wtedy? Ano nic. I w tym momencie ogarnia mnie smutek. Zakochałem się głównie w fizycznej warstwie kobiety, licząc na jakiekolwiek realne relacje, a nie widząc jednocześnie sensu takowych. Suchar. Dodatkowo ostatnio zainteresowałem się jedną dziewczyną przypadkiem spotkaną w pubie i również jednocześnie chcę i nie chcę się z nią spotkać, myśląc nad celowością i istotą tego wszystkiego.

E dobra, mam dość tego pieprzenia. Zmienię lekko temat na chwilę(wreszcie blog zasługuje na swoją nazwę także w mniejszej skali)… Coś ostatnio zauważyłem, że media wszelkiej postaci lansują od jakiegoś czasu topos seksu jako największej przyjemności, jaka jest głównym sensem życia każdego, i którego motywy można spotkać w niemal każdej sytuacji. Nie polemizuję z tym, gdyż pogląd taki można na kanwie pewnych systemów wyprowadzić, niemniej jednak w tej medialnej formie wygląda to dla mnie cokolwiek prymitywnie. Tak jak kiedyś mówiono o zapijaniu społeczeństwa i poglądzie, który można sprowadzić do równoważności – jest alkohol wtedy i tylko wtedy, kiedy jest impreza – tak teraz wygląda na to, że mamy do czynienia z zaruchaniem społeczeństwa. Skrajnie liberalna niekiedy edukacja seksualna oraz reklamy bawiące się w instrumentalizację ludzkiej płciowości, wolny dostęp do coraz to nowszych metod ograniczania seksu do przyjemności(dygresja – choć malaria zabiła i zabija więcej ludzi niż AIDS a grypa również jest groźna, to jednak największą wagę przykłada się do AIDS…?), ostatnimi czasy dochodzi nawet do próby leczenia błędu błędem, czyli ciągiem ‚nieodpowiedzialny seks – aborcja(tam gdzie jest legalna na żądanie)’. I tak dalej i tak dalej(straciłem wątek w głowie).

Po raz kolejny wróćmy do „tematu”…

Drugi problem egzystencjalny wymienię po krótkim wprowadzeniu. Jak ktoś z pytanych o moje wady słusznie napisał, wydaję dużo pieniędzy na jedzenie. Lubię jeść dobre rzeczy i lubię to często robić. Jak dostaję pieniądze, to w myśl wymyślonej przeze mnie zasady „wydaj je szybko zanim się skończą”, nie marnuję większości okazji do poprawienia sobie humoru jedzeniem. Kiedy mam dużo funduszy, zazwyczaj raz na jakiś czas kupuję sobie trochę ciastek, wafelków, paluszków, do tego jakiś sok i batonik na deser. Kiedy mam funduszy nieco mniej(np. 5 złotych), a akurat jestem na mieście(o dowolnej porze), zdarza mi się zapomnieć o alergii i wcinam zapiekankę z sosem czosnkowym. Zejdźmy niżej… 3 złote. Wtedy można to rozsądnie(?) spożytkować kupując na przykład wafle Familijne albo batonika i jogurt. Albo trzy batoniki. No ale prawdziwy dylemat, który zatrzymuje mnie w sklepie na najdłużej, pojawia się, gdy dysponuję kwotą 1-1,7 złotego. Najpierw myślę co za tą kwotę mogę sobie zafundować. Potem metodą eliminacji dochodzę do pożądanego w podświadomości celu… Ale zacinam się, gdy mam do wyboru np. 3bit XXL i Prince Polo Classic. Strach pomyśleć ile czasu spędziłbym w sklepie stwierdzając, że może lepiej dla nieujmowania satysfakcji z zakupu wybiorę coś jeszcze innego…

A teraz, po chwili pisania głupot, przechodzimy do pozytywnych rzeczy.

Wszak obiecałem każdą notkę tak zakończyć… No to teraz nieco tego będzie.

po pierwsze: kawały(trafią się niesmaczne)

Mąż budzi żonę w środku nocy:
-Masz tu tabletkę od bólu głowy!
-Coo… ale mnie nie boli głowa…
-Ha! Mam cię!

2.00 w nocy, pewien meżczyzna odbiera telefon:
– Przepraszam, czy dodzwoniłem się pod numer 666 666?
– Nie, dodzwonił się pan pod 66 66 66.
– A, to bardzo przepraszam za kłopot.
– Nie szkodzi, i tak musiałem wstać bo ktoś dzwonił.

Małżeństwo ludożerców je obiad. Żona do męża:
„Wiesz Stefan, mamy dobre dzieci.”

Pyta policjant policjanta:
– Ej, gdzie tu jest druga strona ulicy?
– No, tam…
– Coś kręcisz! Jak byłem tam, to mi powiedzieli, że tu!

Panna leży z gościem w łóżku tuż po stosunku:
– A ty miły, ejdsa to na pewno nie masz?
– Absolutnie nie, kochana!
– Chwała Bogu, bo już się bałam, że drugi raz złapię…

– Z pocałunkiem jeszcze poczekamy – rzekł książę schodząc z królewny.

– I co?! Co z nią, panie doktorze.
– Cóż… Żyje. I to jest dobra wiadomość.
Ale są i złe: żona, niestety będzie musiała przejść skomplikowany zabieg, którego NFZ nie refunduje. Koszt: 25 tys. złotych.
– Oczywiście, oczywiście – na to mąż.
– Potem potrzebna jej będzie rehabilitacja. NFZ nie refunduje. Koszt ok. 5 tys. miesięcznie.
– Tak, tak… – kiwa głową mąż.
– Konieczne będzie pobyt w sanatorium, które zajmuje się tego typu urazami, plus ta rehabilitacja cały czas. NFZ nie refunduje… Koszt sanatorium – 10 tysięcy…
– Boże…
– Tak mi przykro… To nie koniec złych wiadomości. NFZ nie refunduje również leków, które przepiszemy pańskiej żonie, a to bardzo drogie leki..
– Ile? – blednie mąż.
– Miesięcznie 12-15 tysięcy złotych.
– Jezuu…
– Plus pielęgniarka całą dobę. Na pana koszt. Tu już się może pan dogadać. Myślę, że znajdzie pan kogoś za 10 zł za godzinę…
Cisza. Mąż chowa twarz w dłoniach. Nagle lekarz wybucha serdecznym śmiechem, klepie męża po ramieniu:
– Żartowałem! Nie żyje!

Zaraz na początku imprezy sylwestrowej w leśnej posiadłości nowobogackiej
rodziny, mała dziewczynka wyszła na spacer po zaśnieżonej i zamarzniętej
puszczy i zabłądziła.
Na szczęście i ta rodzinna historia zakończyła się dobrze. Nikt bowiem nie
zauważył zniknięcia dziecka i zabawa trwała w najlepsze do samego końca.

Wchodzi facet do domu i widzi, jak pakuje się jego dziewczyna.
– Co robisz, kochanie?
– Odchodzę od ciebie…
– Ale dlaczego?
– Bo jesteś pedofilem.
– Mocne słowa jak na dziewięciolatkę.

Przychodzi facet z zona do restauracji, po kilku minutach przychodzi do nich kelner i mówi:
– Co pan zamawia?
– Kotlet schabowy i ziemniaki.
– A warzywo?
– Warzywo to samo.

W pewnej wiosce mieszkał sobie gospodarz, który miał kurnik. Co noc do tego kurnika przychodził sprytny lisek i pożerał jedną kurę, albo koguta – zależy na co miał chrapkę. I tak to trwało miesiącami, aż pewnego dnia gospodarz schwytał liska i zapytał:
-Czy to ty wyjadasz stopniowo mój drób?
Na co sprytny lisek odpowiedział:
-Nie!
A tak naprawdę, to był on.

po drugie: obrazki

"O rety! Do raka dołączają darmowego robota?"

„O rety! Do raka dołączają darmowego robota?”

po trzecie: muzyka

Hmm… wystarczy.

Dwie kolejne rzeczy jakie zamierzałem tu opublikować, opublikuję jako oddzielną notkę. Tak trochę nie pasują tematycznie do pisania o wszystkim i o niczym;).

A, jeszcze miałem dać kilka linków odnośnie Kenny’ego Glenna i jego kota(wszystkie w języku angielskim):

http://www.8cat.net/please-help-dusty-the-cat/

http://awfulmarketing.com/index.php/2009/02/15/two-boys-abuse-cat-bring-them-to-justice/

http://www.kenny-glenn.net/

http://federalism.typepad.com/crime_federalism/2009/02/kenny-glenn-soon-to-be-in-jail.html

http://www.telegraph.co.uk/news/worldnews/northamerica/usa/4678878/YouTube-cat-torturer-traced-by-web-detectives.html

http://www.kswo.com/Global/story.asp?S=9855010

Pozdrawiam i do zobaczenia za chwilę.

Reklamy