Zacni ludzie skończyliby w jednym zdaniu, ja nie dam rady. Zupełna improwizacja i nie wiem jak to wyjdzie, obiecuję że pierwszy podtemat kiedy indziej rozwinę.

Wstępem do głównej, jałowej części liznę sprawę sfery sacrum, inaczej zwaną poza/nad/niematerialną.

Bóg – que est que ce?

Jedni mówią, że nie istnieje, inni mówią że istnieje i jest podobny do nas, kolejni stwierdzają, że nie można tego ocenić, inni, że nie ma co się tym zajmować, zaś jeszcze inni widzą pod tym pojęciem rzeczy pasujące do ogólnych ‚boskich przymiotów’, m.in. immanencji. Za jedną z takich rzeczy można uznać energię. Przenika i podtrzymuje wszystko. I co z tego? I nic. Z pytaniem o istnienie Boga nadal stoimy. Jeśliby patrzeć na energię jako możliwy przejaw istnienia boskiej istoty, wierzący mogliby się ku temu skłonić, zaś co najmniej niektórzy niewierzący stwierdziliby chociażby „po co Bóg skoro jest energia”. Ale nie o tym chciałem pisać. Pójdźmy dalej w tym szukaniu. Do czego jeszcze można Boga porównać? Przykładową odpowiedzią, którą tutaj udzielę, jest sztampowe, przy tym być może coraz bardziej pozbawione wartości słowo. Ale nie, najpierw wstęp w postaci filmiku. Btw do napisania tego marnego posta skłonił mnie w statystykach widok odwiedzin strony po wpisaniu w wyszukiwarce „everything skit interpretacja”. No to jedziemy:

I co widzimy? Odpowiedzi są co najmniej dwie, oczywiście mam na myśli „typowe”, przy czym jedna jest możliwą do zaistnienia, kiedy odrzuca się pierwszą z pewnych przyczyn.

Wstępna interpretacja:

Widzę jakąś postać, która pobudza człowieka do życia, momentami kieruje nim, jakby wszystko od niej zależało. Wzmaga w nim emocje, ukazuje piękno życia. W pewnym momencie jednak, jak gdyby przypadkiem, człowiek odchodzi od tej postaci. Zupełnie o niej zapomina, początkowo urzeczona przyziemnymi, hedonistycznie nacechowanymi wartościami, następnie wręcz nimi zniewolona. Idzie z prądem coraz głębiej w świat pogoni za niepewnym szczęściem aż dochodzi do skraju załamania. Nagle przypomina sobie o postaci którą znał na początku, ale nie udaje mu się powrócić. Dochodzi w końcu do momentu, że determinacja w poszukiwaniu tej postaci skazuje go na ogromne cierpienie. W końcu ta postać – widząc starania – sama ratuje człowieka od zgubnego działania które wywołuje w nim dysonans i stres.

Pierwsza interpretacja:

Tą postacią jest Bóg. Człowiek urzeczony materialnymi przyjemnościami oddala się od Niego coraz bardziej, coraz bardziej gubiąc się w swoich sprawach życiowych. W końcu przypomina sobie o Bogu. Próbuje się nawrócić ale jest to zbyt trudne, wszystko co zmienił ostatnio przytłacza go i stawia na straconej pozycji. W końcu jednak dochodzi do momentu, w którym – nie wiadomo jak – wszystko zmienia się na dobre. Co można tu dodać? Odnośnie spraw życiowych, wersja dla wierzących: mawiają, że gdy Bóg jest na pierwszym miejscu, wszystko jest na swoim miejscu. I tego zdania chyba nie trzeba rozwijać.

Druga interpretacja:

Ta postać symbolizuje miłość(a może Bóg jest miłością bardziej niż metaforycznie? Może to – w platońskim stylu – ‚uosobienie’ idei miłości? Jako wierzący nie chcę się nad tym rozwlekać ale jeśli tak jest w rzeczywistości to luz). Człowiek który daje i przyjmuje miłość jest jak emocjonalne perpetuum mobile, jeśli można to tak ująć. Wszystko jest dobrze, dopóki – zwabiony przez np. nieświadomość – zacznie szukać innych wartości niż miłość, widząc pozorne dobro w tym, do czego się ucieka. W końcu zauważa, że te rzeczy są zaprzeczeniem miłości pierwotnie przez niego wyznawanej. W końcu zaczyna toczyć drastyczną walkę z samym sobą. Jeśli wszystko dobrze pójdzie, na nowo odnajduje w życiu tę innego typu energię spajającą Wszechświat w ludzkim wymiarze. Wszystko wraca do pozytywnej normy, staje się klarowne i nie ma potrzeby akurat w ten przykładowy, negatywny sposób, urozmaicać sobie życia/osobowości.

Twierdzę, że ten skecz ma właśnie chociaż te dwa sposoby interpretacji – widzenie w mężczyźnie w szatach Boga, lub widzenie w nim uosobienia wartości jaką jest miłość. Albo widzenie w nim jednego i drugiego jednocześnie.

Zanim dojdę do końcowych wniosków, chciałbym coś dodać odnośnie wpisu „Czy jesteś wolnym człowiekiem?”. Otóż pamiętaj, Siostro, Bracie, by w swej wolności nie popaść też w niewolę ukazaną na filmiku. Jest ona chyba o wiele gorsza niż ograniczenia z zewnątrz w postaci norm prawnych czy sankcji społecznych, gdyż siedzi głęboko w nas, niczym język programowania niskiego rzędu, i potrafi o wiele bardziej nam zaszkodzić.

Uff… To chyba na tyle, nie wiem kiedy znowu będę miał czas napisać, jednak dużo roboty na studiach jest…

Tymczasem:

Życzę Tobie odnalezienia na nowo tego, co daje nieskończoną siłę do życia(chyba że już znalazłeś, pozostaje wtedy życzyć umocnienia). Niezależnie od tego, czy jest to dla Ciebie Bóg, czy „tylko”(a w zasadzie aż) miłość. Mnie udało się wstępnie to odnaleźć, ale jeszcze długa droga do pełnej pozytywnej przemiany.

A teraz… na dobranoc trzy utwory:

Reklamy