Do krótkiej, troszkę pod kątem własnych doświadczeń refleksji skłonił mnie jeden z tekstów z Nowego Horyzontu. Elukubrację(w sumie już nie będę powtarzał – nie jestem fachowcem więc w razie czego wszystkie moje wywody nazywam elukubracjami) poprzedzę krótką „wiadomością techniczną”.

Tak się zastanawiam nad formą bloga. Mam zamiar jednocześnie zamieszczać tu refleksje, czasem wrażenia z jakichś doświadczeń, usystematyzować też moje tezy i opublikować rzeczy które do tej pory miały ekskluzywne grono odbiorców(choć niech to nikogo nie myli – i tak kicz; z tego miejsca proszę też o wybaczenie, czasem notki mogą wyglądać jak zbytnie zajmowanie się swoją „twórczością” choć chciałbym w ten sposób to wszystko usystematyzować, zanim zacznę pisać ręcznie kronikę zawierającą to wszystko i ewentualne przyszłe, już stricte, refleksje), a jednocześnie czuję że wolałbym nieść pozytywne emocje. Może uda mi się to pogodzić w ten sposób, że dopóki nie znajdę ostatecznej formy bloga(a może po prostu zostawię to – jak w tytule – płynne? Już nawet robię listę tego co na pewno chciałbym zawrzeć nie licząc przyszłych refleksji i będę to w losowej kolejności w wolnych chwilach umieszczał), będę na końcu starał się z całej notki wyjąć optymistyczne wnioski, jaka by sama nie była.

Ale wróćmy do tematu.

Żeby rozpatrzyć to czy jest się wolnym dobrze jest określić jakąś definicję wolności. Posłużę się przy tym wikipedią:

Wolność oznacza brak przymusu, sytuację, w której możemy dokonywać wyborów spośród wszystkich dostępnych opcji.”

Nie wnikam w dalszą część artykułu, spróbuję wszystko – jak zwykle – zaimprowizować.

Kontynuując: czy jesteśmy zatem wolni?

I tak i nie. O ile można powiedzieć(akceptując pewną – w dobie dzisiejszej nauki i racjonalizacji na siłę – niepewną tezę o istnieniu wolnej woli) że jesteśmy w stanie dokonywać wyborów, to jednak są one ograniczone.

Prawo ogranicza nam wybory, na przykład jeśli spieszymy się do pracy i chcemy troszkę przycisnąć gazu na mieście. Albo kiedy jako niepełnoletni chcemy sobie dziabnąć flaszeczkę. Albo kiedy ktoś nas zdenerwuje i mu zamierzamy „coś zrobić”. I tak dalej i tak dalej. Ponadto ostatnio można usłyszeć o nieciekawych informacjach dotyczących prawa/ustaw ogólnie. Na przykład w – jeśli dobrze pamiętam – Szwecji, postanowiono wprowadzić kontrolę większości form komunikacji obywateli na odległość – podsłuchy telefonów komórkowych, wgląd do korespondencji mailowej, komunikatorów… Uzasadnienie? Zapobieganie terroryzmowi. O ile ten przypadek akurat nie ogranicza nam stricte możliwości dokonywania wyborów z puli ograniczonej prawem, to wchodzi w skład drugiego czynnika który można uznać za ujmujący z wolności. Poza tym krążą teorie(moim zdaniem co najmniej w połowie racjonalne) dotyczące negatywnej, parazsrrowskiej lub orwellowskiej wizji Unii Europejskiej za kilka lat. Jest jeszcze choćby przymusowa służba wojskowa, no i oczywiście więzienie, to także wynikający z prawa(ewentualnie z nienawiści wobec przeciwników politycznych) element wpływający na naszą swobodę poczynań.

Drugi czynnik, o którym wspomniałem przed chwileczką. Poczucie bycia obserwowanym, możliwy strach przed wyszydzeniem, niechęcią lub nawet zwykłym zainteresowaniem tym co robimy może czasem nam ograniczać wolność. Sytuacje mogą być niskiej rangi, a mogą być też czymś – adekwatnie do punktu widzenia – istotnym. I tak mamy na przykład chrupanie chipsów na przystanku tramwajowym, całowanie się z dziewczyną w tłocznym miejscu w środku miasta lub przy znajomych, w domowym zaciszu, dłubanie w zębach przy stole, załatwianie potrzeb fizjologicznych w toaletach publicznych… Z istotniejszych aspektów można dodać choćby bycie piętnowanym przez lokalną wiejską społeczność w przypadku okazania niechęci do ogólnie wyznawanej religii(tu: Katolicyzmu), czy też pomoc komuś na ulicy: ofiarze wypadku, osobie zaczepianej przez „ludzi o niecnych planach”, wyciągnięcie ręki do żebraka. Widać czasem też wyraźnie ograniczającą, panującą w społeczeństwie mentalną naukę, którą można streścić mniej więcej tak: „Trzeba skończyć liceum, trzeba iść na dobre studia, trzeba je dobrze skończyć, trzeba mieć dobrą pracę, trzeba mieć prawo jazdy, trzeba założyć rodzinę, trzeba…”. Oczywiście wobec powyższego nurtu pojawia się dla niego przeciwwaga, będąca połączeniem nieco przeinaczonej w interpretacji epikurejskiej maksymy „carpe diem”, oraz wykładni z czasów bodajże romantyzmu – „żyj szybko, umieraj młodo”. Wydaje mi się jednak że ten element ograniczający wolność jest istotny, nawet bardziej od pierwszego. O ile ludzie potrafią omijać lub łamać prawo zgodnie ze swymi potrzebami, ponadto warto zaznaczyć, iż prawo nie zawsze jest równe moralności, to poczucie takiego jakby społecznego przymusu niewyróżniania się(napędzane chyba najpewniej strachem lub niechęcią bycia negatywnie postrzeganym przez innych) potrafi czasem mocno przeszkodzić w realizacji swoich bardziej lub mniej spontanicznych zamierzeń.

Zahaczyliśmy o moralność, bardzo dobrze. Moralność również ogranicza pełną wolność człowieka. Nie byłoby w tym nic złego, jednak są różne zbiory wartości moralnych wyznawane przez różnych ludzi, przez co ciężko przychodzi czasem prawidłowe ocenienie zachowań innych oraz ograniczenie swoich zachowań do prawa naturalnego lub – bodaj o pochodzeniu chrześcijańskim – stwierdzenia „wolność jest ograniczona wolnością drugiego człowieka”. Osobiście nie jestem w stanie ostatecznie uzasadnić, dlaczego normy moralne – choćby tylko w swoim rdzeniu – winny być przestrzegane. Możnaby spróbować powiedzieć, że nie fair byłoby, żebyśmy kierowali się tylko własnymi zachciankami i ewentualnie instynktami, zupełnie za nic mając jakiekolwiek reguły. Niestety kiedy próbuję to opisać dobiera mi się do głowy mizantropijna wizja która każe twierdzić, że nie ma na to uzasadnienia które można odnieść tylko do „ja”, gdyż moralność definiuje relacje w społeczeństwie. A gdy ktoś jest potężnym egoistą, moralność nie jest dla niego problemem. Ograniczać go może najwyżej prawo.

I dochodzimy do drugiej strony problemu, którą spróbuję uczynić pozytywną częścią wpisu.

Otóż – choć może to zabrzmieć nieco paradoksalnie – pomimo wymienionych aspektów nadal jesteśmy wolni.

Prawo – nie jest równe moralności. Czasem dobre lub nie złe rzeczy w wyniku splotu warunków nie powinny być czynione, czasem prawo zupełnie nie zajmuje się złem. Poza tym prawo „działa” tylko, gdy zostaniemy na czymś „nielegalnym” przyłapani(natychmiast lub po pewnym czasie). Nie licząc absurdalnych sytuacji prawo może wynikać z troski o obywateli, np. zakaz przechodzenia na czerwonym świetle, natomiast w sytuacji kiedy kilkaset metrów w lewo i w prawo żaden pojazd nie jedzie, nie wydaje się być czymś złym uchybienie tego przepisu(ciekawostka – za przejście na czerwonym świetle mandat w wysokości 250 złotych, za przejście w niedozwolonym miejscu – 50).
Jeśli chodzi o poczucie „publicznej klatki” – warto zwyczajnie ją odrzucić. To, jak mnie ludzie widzą nie oznacza, że wszystko o mnie wiedzą a tym bardziej, że prawidłowo oceniają moje zachowanie albo słusznie się śmieją/dziwią/burzą. Za nieco oderwane od nastroju wpisu zobrazowanie tego niech posłuży ten filmik:

Poza tym w niektórych sytuacjach, jak choćby tych istotniejszych, jakie wymieniłem, jeśli chcemy którąś z nich wcielić w życie, nie powinniśmy ograniczać się niedoskonałymi, ludzkimi sądami, wręcz przeciwnie, żyć w zgodzie z własnym sumieniem mamy jak najbardziej prawo i to jest ten element wolności, który już zahacza o moralność i twierdzenie o jednej wolności ograniczonej drugą.

Biorąc trzeci element – moralność – także uważam, że jesteśmy w niej wolni. O ile osobiście preferuję troskę o innych i niekierowanie się egoizmem, to, jak możnaby powiedzieć, absolutnie nikt nam nie zabrania zrobić czegoś co jest sprzeczne z normami moralnymi jakie wyznajemy my lub otoczenie. Po prostu jesteśmy niczym nieograniczonymi jednostkami, jedynie musimy się liczyć, czy chcemy coś zrobić czy nie, biorąc pod uwagę możliwe konsekwencje(tutaj pominąłbym jednak drugi aspekt). Zwykła sztuka wyboru. Może ktoś przewrotnie powiedzieć: „ale prawo nie pozwala mi pobić przychlasta na ulicy jak mnie drażni”. Odpowiedziałbym równie przewrotnie, bo też po części wymijająco. Prawo nie nie pozwala. Po prostu mając na względzie po części moralność i dobro jednostek z uwzględnieniem dobra innych jednostek oraz ogólu, ustala sankcje które mają służyć dobru, wcale nie złu. Normy moralne natomiast również nas nie ograniczają. Weźmy na przykład uznawany przez żydów i chrześcijan Dekalog. Jest napisane co jest napisane, ale jednocześnie Bóg(zgodnie z założeniami religii) dał ludziom wolną wolę. Dobrze by było gdyby się do tego stosowali, ale „nikomu krzywda się nie stanie”, jak postąpi inaczej.

Oczywiście prawo i moralność czasem się rozmijają. W tym wypadku radziłbym sugerować się moralnością.

I dążymy powoli ku końcowemu wnioskowi popartemu wstępnie przykładem moich doświadczeń i moją osobistą opinią.

Jeśli chodzi o prawo – nie czuję się nim ograniczony. Wolno mi co mi wolno, wolno to czego nie. Zdarza mi się przechodzić przez pustą ulicę, zdarza mi się wypowiadać negatywnie o pewnych zjawiskach/zachowaniach(co w dobie poprawności politycznej może być nieprzyjemne)… Jeśli chodzi o spiskową teorię dotyczącą ograniczeń w psującym się zachodnim świecie oraz orwellowskiej wizji przyszłego nowoczesnego świata, odpowiem na przykładzie. Teoria dotycząca podskórnych chipów wykorzystujących technologię RFID, która z punktu widzenia obywatela ma odciążyć go z potrzeby noszenia portfela(jest to już stosowane), ewentualnie zawierać dane na wzór dowodu osobistego i zespołu kartotek dotyczących życia, mówi się, że może to wprowadzić kontrolę społeczeństwa lub ścisłe „dbanie” o wszystkie owieczki(widniejące w bazie danych obywateli). Ale cóż… nie rusza mnie to tak jak i dochodzące informacje o kolejnych negatywnych normach prawnych wdrażanych lub rozważanych na świecie(choć czasem moja liberalna natura każe mi się burzyć i głośno powiedzieć „to po prostu nie fair!”). Nie dotyka to mnie ani części społeczeństwa jaką znam(póki co nie wyrobiłem w sobie czegoś na wzór globalnej troski która kazałaby mi poświęcić życie w walce o zniesienie ustaw które uznaję za mogące być krzywdzącymi w dowolnym miejscu na Ziemi). Jak wprowadzą chipy na masową skalę – nie dam się ocipieć. Jak będą kazać – będę stawiał opór lub wyjadę tam gdzie nie będą kazać. Jak będą kazać wszędzie – będę trochę zły ale się nie dam.

Staram się mieć bardziej na uwadze normy moralne aniżeli prawne, u mnie jest to akurat zbiór moralności chrześcijańskiej z domieszką buddyjskiej, i nie czuję się ograniczony. Staram się nie szkodzić sobie i innym i jakoś nie czuję się tak, jakbym coś przez to tracił ze swojej wolności.

Ostatecznie patrząc przez pryzmat poczucia ograniczenia społecznego: tu już mam osobiście nieco problemów. O ile uważam, że ludzie na ulicy nie są w stanie bezbłędnie ocenić mojej osoby po skrawku zachowań, jakie widzą, to jednak troszkę się czasem krępuję, na przykład biorąc pod uwagę wycieranie górnych jedynek chustką(mam pewien złożony problem wynikający z alergii) lub wycieranie nosa chustką w ogóle(mam wielorazowe:D). Na szczęście powoli przestaję się krępować jeśli o to chodzi. Natomiast jest inna rzecz, którą powinienem zwalczyć – udawanie, że się nie widzi, kiedy ktoś na ulicy cierpi. Czy to siedząca pod ścianą biedna kobieta z dzieckiem, czy to zaczepiany chłopiec, czy też ofiara wypadku. Co prawda ofiar wypadku to ja na oczy chyba nie widziałem, ale boję się że w takiej sytuacji nie wiedziałbym co robić, stąd moje przypuszczenie. Ale obiecuję sobie i Czytelnikom, że będę próbował to zwyciężyć w sobie, do tej pory raz mi się udało. Inna rzecz, że czuję też w pewnym sensie przymus chodzenia na studia. Co prawda taki sobie plan obrałem na wypadek, gdybym miał w przyszłości zapewnić godziwy byt ukochanej, poza tym lubię jednak naukę, ale chciałbym też móc się powłóczyć po świecie, imając się różnych prac, głosząc swoją misję(o której kiedyś), pracując w wolontariacie, może być jakiś czas umiejscowionym zupełnie poza cywilizacją i szeroko pojętym „systemem”(może też w podobnym miejscu zamieszkać)… Cóż, chciałbym i tak też zrobię. W wakacje albo po studiach:).

Oj, trochę się rozpisałem, myślałem że pójdę spać o rozsądnej porze…

Ok, konkludując – pamiętaj Czytelniku, że co by nie było, jesteś wolnym człowiekiem. Nie ograniczają Cię absurdalne ustalenia prawne, opinia publiczna, nawet na upartego normy moralne(zwłaszcza te wyznawane w innych kręgach kulturowych). Jedynie proszę Ciebie, jako równie wolnego człowieka, dokonując wyborów pamiętaj o wolności innych ludzi.

Pozdrawiam serdecznie oraz życzę spokojnej nocy i na koniec wklejam parę filmików, coby ubarwnić wpis. Niekoniecznie związane z tematem.

Reklamy